ale TEKSTY! i tekściki
Opowiadania haiku
„Tramwajstory”
Tramwaje wieczorem. Oazy świateł i stłoczonych ludzi, ludzkiego gwaru. Nieliczni siedzą, liczni stoją, ktoś czyta, parę osób głośno ze sobą rozmawia, z tyłu śmieją się młode dziewczyny. Tramwaj dokłada swoje dźwięki, które trzeba przekrzyczeć i przetupać, przeszemrzeć, przegestykulować. Wysiadając można poczuć się ogłuszonym ciszą i pustką. W zimnym powietrzu i w mroku nieliczne postaci, jakby opatulone kokonem własnego ciepła, przepływają niby nurkowie na dnie oceanu.
Najchętniej nie wysiadłbym wcale, jechał dalej, przesiadał się, w następnym wagonie, w następnych pojazdach, poznawałbym kolejne koleje losu wypisane na nieruchomych twarzach ludzi, którzy gdzieś zmierzają. Może na spotkanie ze mną, może to Ty jesteś tą nieco senną dziewczyną z włosami upiętymi kolorową spinką. A może ta kobieta przy oknie...
Pisaliśmy do siebie, a nawet nie wiemy jak wyglądamy. Wysłałaś mi fotografię, ale ja rozpoznałem na niej Ginę Lolobrygidę w młodości, na mojej był Bela Lugosi we fraku, więc nie czuj się winna. Tylko jak my się rozpoznamy wśród innych ludzi. Że to Ty właśnie jesteś Nią, a ja jestem Nim. A kiedy już to się stanie, kiedy w umówionym miejscu o umówionym czasie domyślimy się, kim naprawdę jesteśmy, co zrobimy ze sobą dalej? Tacy bliscy i tacy obcy, jakbyśmy jeszcze nie wysiedli z tego tramwaju i wpatrzonym w pociemniałe okno, wszystko nam się tylko wyobraziło. –
„Przemiany Owidiusza”
Owidiusz był z grubsza miłym chłopcem, lecz, ku utrapieniu swojej mamy, ostatnio zaczął się zmieniać. Na twarzy, kiedy rano dostawał mleko do bułki. Krzywił się i niezmiennie wydostawał kożuch dwoma, daleko wystawionymi przed siebie palcami. I gdy grał w gry przed telewizorem, pofukiwał jak sowa (jeśli sowy fukają) – tego już było za wiele. Mama biła Owidiusza jakby był kamieniem, jakby był kaczką, Owidiusz zakwakał, ale to nie pomogło.
Potem Owidiusz nigdy już nie był ten sam, co przedtem. Zmienił się, wydoroślał. Został dojrzałym człowiekiem. Płacił co miesiąc rachunki, na które ciężko pracował. Jego całe życie służyło pracy, żył, aby pracować, choć czasami wydawało mu się, że powinno być na odwrót. A w ten sposób zmienia się w robota. Pewnego dnia, podczas snu, w łóżku. Zmienił się w martwego Owidiusza.
A następnie. Chciałbym mocno wierzyć w jego prawo do zmian nawet po życiu. Następnie zmienił się w małego pająka. Poszedłem do łazienki i chciałem wejść do wanny, wziąć prysznic. Ale w środku był mały pająk. Nie spłukałem go, w pierwszym odruchu, do kanalizacji, tylko pomogłem się wydostać i zniknąć w cieniu pod wanną. Pomyślałem, że może to dobry uczynek, wydostać małego pająka z pułapki. Bo może nie będzie miał już więcej szans na zmiany. Albo nigdy już nie będzie pająkiem.