Wieści z mojej głowy
zbłądziliście tutaj? Super! Jak tylko będę miał coś nowego do powiedzenia, a nie zwyczajowe u mnie po staremu, to właśnie tu to znajdziesz!
📌Aktualna notatka
W grudniu, w czasie paru wolnych okołoświątecznych dni napisałem dwa zestawy tekstów dla dzieci. Średnio jeden tekst na dzień. W kwietniu napisałem sobie powieść „To nie jest romans”. Przyszedł mi do głowy pewien konstrukcyjny pomysł, a żeby zwolnić głowę, musiałem przelać go na inny dysk, komputerowy. Zajęło mi to jeden weekend i parę wieczorów po pracy. Zaraz potem wrzuciłem to do Amazona na wydanie papierowe. W maju napisałem sobie kolejną książkę, choć znów nie miałem takiego zamiaru, ale gdy tylko zacząłem o tym myśleć, to pomyślałem: dosyć tego, nie mogę zaśmiecać sobie głowy, bo mam ostatnio w pracy wymagające zadania. Zupełne przekwalifikowanie swoich kwalifikacji bez specjalnego szkolenia. Więc znów w weekend, tym razem majowy zapełniłem strony tekstem po części autobiograficznym, bo jak inaczej można pisać, a potem nadałem jeszcze tytuł „O ile dobrze pamiętam”. Bo mało co pamiętam. Tej ostatniej książki na razie zdecydowałem się nie rozpowszechniać, bo nie wiem, co o niej myśleć. Niby wszystko w porządku, wydaje mi się jednak jakaś za bardzo zwyczajna, jak na moje możliwości. Za mało kosmicznych robaków i terroru ze strony roślin 🙂 Ale okazało się, że jest jakiś konkurs na sztukę teatralną, to jeszcze w maju ją napisałem, trzy akty, które chyba są moim dramatycznym debiutem. Przynajmniej nie pamiętam, czy kiedyś ukończyłem sztukę dłuższą niż jednoaktówka. Ale pojawił się jeszcze konkurs na książkę dla dzieci. Więc i tutaj mogłem wykorzystać rzeczy napisane w grudniu. Tylko jeśli coś piszę w parę chwil, czy to może być rzeczywiście tak dobre, aby konkurować w konkursach? Wielu z was niewielu, którzy to przeczytacie, z pewnością w to zwątpi, a ja nie mogę rozwiać tych wątpliwości, bo w żaden sposób nie mogę zweryfikować jakości mojej prozy, skoro nikt jej nie czyta. Nawet moja żona. I zrozumcie, nie mam do nikogo o to pretensji, skoro szybciej piszę teksty, niż człowiek jest w stanie je przeczytać. À propos czytania. Przy tym wszystkim jeszcze przeczytałem w maju dwie książki. „Annę Kareninę” – z mojej perspektywy gorąco nie polecam. Oraz książkę „Ulica Krzywoustego”. Ta ostatnia nie miała jeszcze jakichś wielu recenzji, więc nie chcę oceniać jako pierwszy i spojlerować. Dam szansę innym 🙂 Tym samym teraz, kiedy przypadło mi parę dni wolnych, poczułem się bezradny. Wolny czas zasypał mnie, jak piasek dolną objętość klepsydry. Przeczytałem zaległą pozycję ze swojej półki wstydu – powieść graficzną „Jednoręki i sześć palców”. Obejrzałem film „Pigmalion” z 1938 roku. I choć wiem, że niemal nikt nie wchodzi na moją stronę i mało kto czyta moje notatki, to jednak pomyślałem, że tutaj mogę napisać o tym, jak bardzo jestem teraz zmęczony i jak bardzo nie wiem, co mam ze sobą robić w swoim wolnym czasie, poza oczywistym jego marnowaniem. W marnowaniu czasu osiągnąłem już takie mistrzostwo, zebrałem tyle za nie nagród i dyplomów, że mi się zwyczajnie znudziło.
P.S. Dopisane 23.08.2026 – w czasie średnio wykorzystanego przeze mnie urlopu napisałem kolejną powieść, tym razem nadałem jej tytuł „Historia nieprawdziwa”. Mam teraz na swym autorskim koncie pięć powieści (jeśli autobiograficzną wariację „O ile dobrze pamiętam...” uznać za powieść), choć pewnie lepszym byłoby mieć tendencję wzrostową na koncie bankowym. Co mi to daje? Jakąś satysfakcję? Być może. A może tylko pretekst, aby rozbudowywać bez końca, niczym jakiś dziennik, tę notatkę.
***
Aktualności będą pojawiać się tu od czasu do czasu, kiedy nie zapomnę hasła.
A tak poza tym...
